Posty

Matka (nie)doskonała

Obraz
Palę się ze wstydu, porzuciłam swój blog na blisko 10 miesięcy! To nie był łatwy czas i wiele się działo, ale czas najwyższy powrócić i co nieco skrobnąć. O dzieciach na przykład. Jestem matką córki doskonałej. Świetnie wychowana dziewczyna, już 16-letnia, która od najmłodszych lat była stawiana rówieśnikom za wzór do naśladowania. Odznaki wzorowego ucznia, świadectwa z czerwonym paskiem i uścisk dłoni dyrektora plus list gratulacyjny na koniec roku szkolnego. Do takiej rzeczywistości przyzwyczaiłam się przez lata.  Córka urosła, ale wciąż problemów wychowowawczych nie przysparza. Nie jest to cukierkowa rzeczywistość, bo jako nastolatka ma swoje muchy w nosie, ale generalnie byłabym nieuczciwa, gdybym zaczęła narzekać. Mając takie dziecko człowiek dochodzi do wniosku, że jest rodzicem doskonałym. Dzieciaki nie siorbią, mówią dzień dobry i do widzenia, pomagają targać siaty z zakupami i sprzątają swoje pokoje. Brzmi nieźle. Więc spoglądałam z wyższością na dzieci rozrabiające,...

(Nie) perfekcyjna pani domu, czyli leniwe soboty

Obraz
W myśl starej, wpojonej mi przez babcię zasady pamiętam, że w domu porządek być musi chociaż na tyle, żeby bez kłopotu wejść do niego ze spotkaną po drodze sąsiadką albo... wpuścić do środka ekipę strażaków w razie pożaru, zanim staranują drzwi. Tej zasady pilnuję i rzeczywiście w moim domu, odkąd mieszkamy samodzielnie i nie rozmywa się ta odpowiedzialność za wrażenie estetyczne, jest posprzątane, brudy w zmywarce na bieżąco układane i nie muszę wpadać w panikę, kiedy usłyszę dzwonek do drzwi, tylko niczym dumna pani domu otwieram je na oścież. Kolejna stara prawda - im mniej mam czasu, tym lepiej się organizuję. Weźmy na przykład taki poniedziałek. Praca do 16.00, przed powrotem do domu zakupy. Wpadam i robię obiad, ogarniam kuchnię, wstawiam pranie i zmywam podłogę na mokro. Na 18.30 idę na zebranie do kościoła w związku z przygotowaniami syna do pierwszej komunii świętej. O 20.00 wracam znów zahaczając o sklep, bo zapomniałam o jakichś drobiazgach. W domu zastaję gości, który...

Weź męża na randkę

Obraz
Pamiętacie pierwsze randki? Spojrzenie w oczy, ostrożne dotknięcie dłoni, szybsze bicie serca? A co się działo przed wyjściem z domu? Łazienka. Golenie nóg i innych miejsc strategicznych, układanie włosów, perfekcyjny makijaż, dokładny manicure. Do tego przemyślana stylizacja. Kilka razy zmieniana sukienka. Niewygodne jak diabli, piękne szpilki. Odrobina perfum. Pamiętam początki związku z moim mężem. Wstawałam pół godziny przed nim, żeby nie zobaczył mnie bez delikatnego makijażu i umytych włosów. Świeża wsuwałam się pod kołdrę, on mnie przytulał i... no, wiecie co. Pomyślałam o tym ostatnio, przechadzając się po domu w grubym szlafroku, ciepłych skarpetkach, z łydkami dopominającymi się golarki. Jak się dziwić facetowi, że patrzy z przyjemnością na inne kobiety, skoro w domu umiarkowanie jest na co popatrzeć? A jego kobieta, z uwodzicielskiej i uśmiechniętej, zmieniła się w zrzedliwą i zaniedbaną? Wiem oczywiście, że w codziennym zabieganiu, po wspólnie spęd...

Mój kubeczek Lily Cup

Obraz
O tym, że istnieje coś takiego jak kubeczek menstruacyjny, doniosły mi zaledwie kilka tygodni temu internety. Kompletnie mnie zaskoczyła ta metoda i na początku zdecydowanie nie przekonała. Jednak ciekawość wzięła górę, obejrzałam kilka recenzji i stwierdziłam, że muszę go wypróbować. Zamówiłam Lily Cup. Cukierkowy. Po prostu śliczny. Głęboki wdech i... Przez wieczór i noc zero przeciekania, w kubeczku może 2 łyżeczki zawartości. Aplikacja bezproblemowa, mniej fajnie się kubeczek wyjmuje, ale pewnie to kwestia wprawy. Oczywiście w międzyczasie spokojnie można korzystać z toalety.  Zero kiszenia się w podpasce, na wszelki wypadek tylko wkładka, na której przez cały dzień pojawiają się może 4 krople po skorzystaniu z toalety. No dobra, czas na podsumowanie. W najcięższe dni kubeczek wyjmowałam co 12 godzin, spokojnie daje radę wypełniając się maksymalnie do 3/4 objętości. Wyjmowanie idzie coraz sprawniej. A prawdziwy test na skuteczność to wizyta na basenie, gdzie co pra...

Prawo Murphy'ego - co się stanie, jeśli nie zrobisz makijażu

Obraz
Bywają takie dni, kiedy nie musisz nigdzie wychodzić. Delektujesz się poranną kawą, spokojnie przeglądasz wyprzedaże w internetowych sieciówkach, leniwie planujesz obiad... Błogość poranka lubi przerwać telefon. W moim przypadku - ze szkoły. - Pani syn źle się czuje. Czy mogłaby pani wcześniej go odebrać? Jasne, że możesz. Wciągasz na piżamę dresy, a kurtkę nieusilnie próbujesz dopiąć na grubej bluzie męża, którą z upodobaniem pożyczasz pod jego nieobecność. Do kompletu płaskie, wygodne kozaczki. Całości stylizacji dopełniają przetłuszczone włosy spięte w kucyk i zero makijażu. Przecież nie będziesz myśleć o takich drobiazgach, kiedy twoje dziecko cię potrzebuje. Uprzejma sekretarka nie lustruje cię z góry do domu, zabrany do samochodu syn nagle odzyskuje wigor i dobre samopoczucie, a ty stoisz na czerwonym świetle. I tutaj popełniasz kardynalny błąd - spoglądasz w prawo. A tam, w samochodzie na pasie obok twój pierwszy facet. Miłość sprzed lat. Kur... I patrzy z uśmiechem, pro...

Poszła baba do lekarza... medycyny pracy

Obraz
Są takie chwile, kiedy pędzący świat zatrzymuje się na chwilę. I wiecie co? Okazuje się, że takie zatrzymanie jest możliwe. Więcej - rzeczywistość wcale na tym nie ucierpiała. Z reguły badania okresowe robiłam prywatnie, co sprowadzało się do kilkuminutowej rozmowy, przystawienia pieczątki i uszczuplenia budżetu o 40 zł. Tym razem pracodawca zobowiązał mnie do wizyty w przyszpitalnej poradni. Ostrzeżona, że najlepiej być bladym świtem, zarezerwować sobie dobrych kilka godzin i przygotować się na smród (?), o 7.50 stanęłam w drzwiach poradni medycyny pracy. Ludzi mnóstwo, prawie wszystkie krzesła zajęte, a przy okienku zamiast spodziewanych tłumów - zaledwie jedna osoba. Pewnie dochodzę do rejestracji i wyjmuję z torebki skierowanie, gdy nagle sympatyczna kobieta z krzesełka informuje mnie uprzejmie. - Ale my tu wszyscy czekamy do rejestracji... Okej, rozglądam się i zaczynam od pojednawczego uśmiechu. - Kto ostatni? - pytam. Namierzam panią, za którą jestem i okazuje się,...

W pogoni za ideałem

Obraz
Wbrew pozorom, wpis nie będzie dotyczył ganiania za facetem, który wydaje nam się doskonałym kandydatem na towarzysza życia. Będzie o nas samych - o kobietach, które z upodobaniem wyszukują braki w urodzie, o zgrozo! U samych siebie. Zacznę od tematu, który znam całkiem nieźle - a więc od siebie. Świeżo upieczona czterdziestka, z prawie piętnastolatką i prawie dziewięciolatkiem w domu, ma prawo nie wyglądać doskonale. Co z tego, że o tym wiem, skoro oglądam sobie siebie i czepiam się, jak swój największy wróg, wszystkiego, co wydaje mi się dalekie od doskonałości. I rzecz jasna, nietrudno mi znaleźć jakieś elementy, które wolałabym upiększyć. Wśród nich nie może zabraknąć, rzecz jasna, refleksji na temat wagi. Oczywiście mogłabym ważyć mniej. Nie jakoś spektakularnie, ale jakieś 7-8 kg pożegnałabym z radością. Tymczasem ze zgrozą zauważyłam że to, co świetnie funkcjonowało przez całe życie - czyli chcę schudnąć, jem mniej, chudnę - przestało działać. Jakoś tak niezauważalnie zaok...