Weź męża na randkę

Pamiętacie pierwsze randki? Spojrzenie w oczy, ostrożne dotknięcie dłoni, szybsze bicie serca?
A co się działo przed wyjściem z domu?

Łazienka. Golenie nóg i innych miejsc strategicznych, układanie włosów, perfekcyjny makijaż, dokładny manicure.

Do tego przemyślana stylizacja. Kilka razy zmieniana sukienka. Niewygodne jak diabli, piękne szpilki. Odrobina perfum.

Pamiętam początki związku z moim mężem. Wstawałam pół godziny przed nim, żeby nie zobaczył mnie bez delikatnego makijażu i umytych włosów. Świeża wsuwałam się pod kołdrę, on mnie przytulał i... no, wiecie co.

Pomyślałam o tym ostatnio, przechadzając się po domu w grubym szlafroku, ciepłych skarpetkach, z łydkami dopominającymi się golarki.

Jak się dziwić facetowi, że patrzy z przyjemnością na inne kobiety, skoro w domu umiarkowanie jest na co popatrzeć? A jego kobieta, z uwodzicielskiej i uśmiechniętej, zmieniła się w zrzedliwą i zaniedbaną?

Wiem oczywiście, że w codziennym zabieganiu, po wspólnie spędzonych latach trochę się nam nie chce. Dlatego od czasu do czasu trzeba, po prostu trzeba wybrać się na randkę.
Nawet taką w domu. Kolacja, świece, szpilki i pończochy.

Niech Twój facet przypomni sobie, dlaczego własnie w Tobie się zakochał.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

(Nie) perfekcyjna pani domu, czyli leniwe soboty