W pogoni za ideałem
Wbrew pozorom, wpis nie będzie dotyczył ganiania za facetem, który wydaje nam się doskonałym kandydatem na towarzysza życia.
Będzie o nas samych - o kobietach, które z upodobaniem wyszukują braki w urodzie, o zgrozo! U samych siebie.
Zacznę od tematu, który znam całkiem nieźle - a więc od siebie. Świeżo upieczona czterdziestka, z prawie piętnastolatką i prawie dziewięciolatkiem w domu, ma prawo nie wyglądać doskonale.
Co z tego, że o tym wiem, skoro oglądam sobie siebie i czepiam się, jak swój największy wróg, wszystkiego, co wydaje mi się dalekie od doskonałości. I rzecz jasna, nietrudno mi znaleźć jakieś elementy, które wolałabym upiększyć. Wśród nich nie może zabraknąć, rzecz jasna, refleksji na temat wagi.
Oczywiście mogłabym ważyć mniej. Nie jakoś spektakularnie, ale jakieś 7-8 kg pożegnałabym z radością. Tymczasem ze zgrozą zauważyłam że to, co świetnie funkcjonowało przez całe życie - czyli chcę schudnąć, jem mniej, chudnę - przestało działać. Jakoś tak niezauważalnie zaokrągliłam się ostatnio, ale w tym wypadku to akurat jest dobre czepialstwo - bo może dać mi kopa do działań.
Odkąd pamiętam, nigdy nie byłam w pełni zadowolona. Za grube uda, za duży biust, wiecznie chowałam się w za dużych swetrach uznając, że dopasowana odzież źle będzie na mnie wyglądać. Kiedy patrzę na siebie, blond dziewczę na fotografiach sprzed lat, to aż mi jej żal. Zgarbiona, skulona, w workowatych swetrach ojca. No dramat.
Niestety, my kobiety, lubimy się przeglądać w oczach mężczyzny. Ci, którzy byli obok mnie, nie podnosili mojej samooceny. Dziś wiem, że leczyli w ten sposób własne kompleksy, a ja w szerokich spodniach i luźnej bluzie mogłam po prostu zniknąć.
Z biegiem lat coraz bardziej czuję upływ czasu. Jest inaczej. Kiedy oglądam swoje fotografie, nawet te sprzed dwóch czy trzech lat, myślę - ona jest naprawdę fajna! I Wam, drogie Panie, radzę to samo. Spójrzcie na siebie przychylnie, polubcie siebie, znajdźcie swoje mocne strony i bądźcie z nich po prostu dumne!
A co do samooceny - teraz jest inaczej. Przeglądam się w oczach faceta, który zupełnie sam kupuje mi szpilki. I zrobił mi taką sesję zdjęciową, że... klękajcie narody.
Ale o nim innym razem.
Będzie o nas samych - o kobietach, które z upodobaniem wyszukują braki w urodzie, o zgrozo! U samych siebie.
Zacznę od tematu, który znam całkiem nieźle - a więc od siebie. Świeżo upieczona czterdziestka, z prawie piętnastolatką i prawie dziewięciolatkiem w domu, ma prawo nie wyglądać doskonale.
Co z tego, że o tym wiem, skoro oglądam sobie siebie i czepiam się, jak swój największy wróg, wszystkiego, co wydaje mi się dalekie od doskonałości. I rzecz jasna, nietrudno mi znaleźć jakieś elementy, które wolałabym upiększyć. Wśród nich nie może zabraknąć, rzecz jasna, refleksji na temat wagi.
Oczywiście mogłabym ważyć mniej. Nie jakoś spektakularnie, ale jakieś 7-8 kg pożegnałabym z radością. Tymczasem ze zgrozą zauważyłam że to, co świetnie funkcjonowało przez całe życie - czyli chcę schudnąć, jem mniej, chudnę - przestało działać. Jakoś tak niezauważalnie zaokrągliłam się ostatnio, ale w tym wypadku to akurat jest dobre czepialstwo - bo może dać mi kopa do działań.
Odkąd pamiętam, nigdy nie byłam w pełni zadowolona. Za grube uda, za duży biust, wiecznie chowałam się w za dużych swetrach uznając, że dopasowana odzież źle będzie na mnie wyglądać. Kiedy patrzę na siebie, blond dziewczę na fotografiach sprzed lat, to aż mi jej żal. Zgarbiona, skulona, w workowatych swetrach ojca. No dramat.
Niestety, my kobiety, lubimy się przeglądać w oczach mężczyzny. Ci, którzy byli obok mnie, nie podnosili mojej samooceny. Dziś wiem, że leczyli w ten sposób własne kompleksy, a ja w szerokich spodniach i luźnej bluzie mogłam po prostu zniknąć.
Z biegiem lat coraz bardziej czuję upływ czasu. Jest inaczej. Kiedy oglądam swoje fotografie, nawet te sprzed dwóch czy trzech lat, myślę - ona jest naprawdę fajna! I Wam, drogie Panie, radzę to samo. Spójrzcie na siebie przychylnie, polubcie siebie, znajdźcie swoje mocne strony i bądźcie z nich po prostu dumne!
A co do samooceny - teraz jest inaczej. Przeglądam się w oczach faceta, który zupełnie sam kupuje mi szpilki. I zrobił mi taką sesję zdjęciową, że... klękajcie narody.
Ale o nim innym razem.

ja myślę że kobiety są bardziej zakompleksione nie w stosunku do mężczyzn czy będą się im podobać czy nie a do swoich koleżanek ciągle się z nimi porównując
OdpowiedzUsuńA to kolejny aspekt.
UsuńRacja. Podobnie kupując ciuchy raczej pomyślimy, co powiedzą koleżanki, a nie - co pomysli mój facet ;)